Inne określenie na boreliozę: DSCATT – to nie mieści się w głowie

  • 2026 04 marca.
  • 16375 megtekintés

Osoby, które od dawna zajmują się boreliozą, wiedzą, że zaprzeczanie istnieniu tej choroby zawsze wykracza poza rozsądne granice.

Zaczęło się od tego, że pomimo oczywistych objawów ta znana od tysięcy lat choroba została dokładnie zbadana dopiero w latach 70. XX wieku, a jej opis opublikowano w 1982 roku. (Jej nazwa medyczna jest powiązana z założycielem naszej fundacji, dr Bélą Bózsikiem, który zaproponował ją podczas Drugiego Międzynarodowego Kongresu Boreliozy). Najstarsza próbka Borrelia została zebrana w Gödöllő w 1884 roku i pochodzi z kleszcza muzealnego. Minęło 100 lat…

Jednak w 1994 roku ten „okres karencji” dobiegł końca, kiedy to podczas niesławnej konferencji w Dearborn celowo zmieniono kryteria diagnostyczne boreliozy, tym samym świadomie wykluczając około połowy pacjentów, tzw. przypadki „seronegatywne”, w pełni zdając sobie sprawę z powagi tej decyzji.

„Prezentem” dla społeczności osób cierpiących na boreliozę w latach 2010. jest zespół boreliozy po leczeniu (PTLDS), który jest słabo zdefiniowany, ale mimo to powszechny i odnosi się do objawów utrzymujących się po leczeniu. Jest on często wykorzystywany przez osoby wierzące w możliwość „ponownego zakażenia” lub utrzymującej się infekcji pomimo leczenia. Jednak najczęściej występuje on w przypadkach, gdy lekarz zastosował już leczenie zgodnie z wytycznymi, ale objawy utrzymują się, a wyniki badań serologicznych są niejednoznaczne lub zostały oznaczone jako fałszywie dodatnie. PTLDS jest zatem po prostu synonimem nieudanego leczenia lub pozostałych (współistniejących) infekcji. Również to pojęcie zostało wymyślone na kontynencie amerykańskim, a ubezpieczyciele chętnie wykorzystują je do odmowy dalszej interwencji. Ponieważ w momencie opracowania tej koncepcji nie istniała bezpośrednia metoda diagnostyczna (chociaż obecnie już istnieje) umożliwiająca wykrycie rzeczywistej infekcji, a do dziś jej nie ma, definicja ta nie zawiera żadnych obiektywnych wskaźników.

A teraz najnowsza definicja: DSCATT: Debilitating Symptom Complexes Attributed to Ticks (kompleksy objawów wyniszczających przypisywane kleszczom). W Australii od dziesięcioleci zaprzecza się istnieniu boreliozy, ponieważ nie znaleziono kleszczy zdolnych do rozprzestrzeniania infekcji (ani nie poszukiwano ich aktywnie). Chociaż kilka czasopism, w tym pracownicy naszej Fundacji, przedstawiło dowody na obecność szczepów Borrelia u ludzi, znalezionych we krwi ptaków wędrownych, które mogłyby przenosić chorobę między kontynentami, wiemy, że Australijczycy również podróżują do obszarów „endemicznych”, nie, borelioza nie istnieje. DSCATT leczy problem u źródła: borelioza nie istnieje i nigdy nie istniała, jest tylko w twojej głowie. Istnieją jedynie objawy przypisywane kleszczom. Ile jeszcze dziesięcioleci minie, ilu jeszcze milionów ludzi będzie musiało być (niewłaściwie) leczonych z powodu różnych chorób, zanim borelioza otrzyma uwagę, na jaką zasługuje? W Europie Środkowej 20,7% ludzi miało już kontakt z tym patogenem. Czy możliwość wystąpienia tej choroby przychodzi do głowy lekarzowi prowadzącemu leczenie przynajmniej u jednego na pięciu pacjentów?