Notatki Andrása Pála Bózsika, specjalisty ds. badań laboratoryjnych nad boreliozą
Niedawno usłyszałem pewną informację od mojego dawnego nauczyciela i przyjaciela. Powiedział on, że ponad 70 procent publikacji w literaturze medycznej opiera się na danych niemożliwych do powtórzenia lub fałszywych. Jednym z najbardziej znanych przypadków tego typu było odkrycie, że dane stanowiące podstawę badań nad chorobą Alzheimera zostały celowo zmanipulowane, a kolejne publikacje mogły je powtarzać jedynie poprzez manipulację. Dziesiątki lat badań i rozwoju leków opierały się na tych danych, a osoba, która je sfałszowała, mogła nawet zachować swoją pracę. Podobnym przykładem są eksperymenty leżące u podstaw „leków” homeopatycznych, które również opierają się na łagodnym błędzie, ale nie zostały wycofane nawet po dziesięcioleciach. Dr Csaba Szabó przedstawia również kilka podobnych przypadków w swojej książce.
Jest to zaskakująca liczba i na pierwszy rzut oka trudno w to uwierzyć. Jednak dla tych z nas, którzy aktywnie zajmują się badaniami nad boreliozą i od dziesięcioleci pracują nad różnymi rozwiązaniami diagnostycznymi i terapeutycznymi, nie jest to niestety zaskakujące.
W dziedzinie boreliozy szczególnie wiele osób trzyma się dawno obalonych teorii i nie chce nawet rozważać nowych pomysłów. W większości krajów, w tym w naszym, zalecenia dotyczące boreliozy odnoszą się do artykułów napisanych w latach 80. i pomijają ważne dowody. W przypadku zapalenia płuc można zaakceptować, że ktoś opiera się wyłącznie na publikacjach sprzed 20–30 lat. Jednak w przypadku choroby, o której większość lekarzy nie wiedziała, gdy byli studentami, ponieważ nie została ona opisana ani zidentyfikowana, podstawowym wymogiem powinno być śledzenie najnowszych informacji naukowych. Jeśli tego nie robią, powinni przynajmniej nie przeszkadzać w pracy tym, którzy próbują diagnozować i leczyć w oparciu o najnowsze odkrycia medyczne.
Niestety, wielu pacjentów cierpi, ponieważ ich lekarze – czy to z dobrych intencji, czy z niechęci – odmawiają zaakceptowania najnowszych odkryć naukowych. Sam spotkałem się z przypadkami, w których ktoś celowo podawał fałszywe informacje lub specjalnie próbował zdyskredytować innego badacza. Nie jest to rzadkością w dziedzinie boreliozy.
Naszym zadaniem, jako osób, które chcą diagnozować, leczyć i analizować wyniki laboratoryjne w oparciu o najnowsze informacje, jest wytrwałość, nawet jeśli niektórzy lekarze i pacjenci odwracają się i mówią: „Ta metoda nie jest akceptowana”.
Inicjatywa Fundacji Boreliozy z Lyme wypełnia lukę, ponieważ analizuje najnowsze artykuły i wiadomości według tematów w języku węgierskim.
Przeczytałem ponad trzy tysiące najnowszych artykułów na temat boreliozy. Wiem dokładnie, jak bardzo zmieniło się postrzeganie tej choroby nawet w ciągu ostatnich pięciu lat.
Weźmy na przykład diagnostykę, gdzie rola serologii zmieniła się diametralnie z biegiem czasu. Początkowo była to jedyna opcja badania. Później jednak kryteria zostały zawężone (na tak zwanej konferencji w Dearborn), co wykluczyło 50% lub więcej pacjentów z możliwości diagnozy. Ponadto zakazano stosowania terminu „seronegatywna borelioza z Lyme”. Potem nastąpił kolejny zwrot akcji: obecnie wiele osób twierdzi, że serologia jest bezużyteczna.
Dlaczego osobiście uważam, że ma to sens? Wyniki IgM, tj. wczesnej odpowiedzi immunologicznej, są rzeczywiście znaczące, a wyniki IgG, tj. późnej odpowiedzi immunologicznej, również można interpretować. Lekarz może wykorzystać je z korzyścią dla pacjenta. W przypadku boreliozy często obserwujemy prawdziwą dodatnią reakcję IgM u nieleczonych pacjentów, nawet w późnych stadiach choroby, oraz resztkowe IgG u pacjentów skutecznie wyleczonych. Testy serologiczne bardzo rzadko wykazują obecnie fałszywie dodatnie reakcje. Jednak ich interpretacja jest odrębnym zadaniem: dlaczego pacjent w późnym stadium choroby ma „świeżą” reakcję IgM? Dlaczego reaktywność IgG szybko zanika nawet po podaniu jednej dawki antybiotyków, a znacznie szersza reakcja IgG może utrzymywać się nawet przez lata po skutecznym leczeniu? Prawdziwym pytaniem jest to, jak interpretować wyniki, a nie jak je podważać. Oczywiście łatwiej jest odrzucić coś jako fałszywe dane, niż zastanawiać się, dlaczego może to być prawda.
To samo dotyczy wykrywania Borrelia we krwi. Najnowsze wyniki pokazują, że rzeczywiście można ją znaleźć, ale do tej pory poszukiwano jej przy użyciu niewłaściwych metod i w niewłaściwym miejscu – w niewłaściwej „frakcji” krwi i przy użyciu metod, które nie uwzględniają szybkich zmian genetycznych patogenu. Obecnie kilka rodzajów diagnostyki bezpośredniej pozwala wykryć obecność patogenu w prawie wszystkich płynach ustrojowych.
Dopóki ta informacja nie dotrze do przeciętnego lekarza prowadzącego, musimy walczyć i pomagać pacjentom zmagającym się z boreliozą.
András Pál Bózsik




