Moja walka z boreliozą nie zaczęła się od odpowiedzi, ale od zagubienia, strachu i ciała, które powoli przestało wydawać mi się własnym.
Borelioza wymagała pilnej hospitalizacji
W grudniu sytuacja osiągnęła punkt, w którym nie miałam innego wyboru, jak tylko szukać pilnej pomocy szpitalnej. Moje objawy nasiliły się tak bardzo, że nie byłam już w stanie radzić sobie w domu. Był to przerażający i przytłaczający okres, który zapoczątkował 10 dni pobytu w szpitalu oraz znacznie głębszą i bardziej złożoną podróż medyczną, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałam.
Ciężkie objawy boreliozy w późnym stadium
To, co zaczęło się od objawów, z którymi próbowałam sobie radzić, stopniowo stało się niemożliwe do zignorowania. Straciłam zdolność chodzenia, tracąc równowagę i siłę w nogach, straciłam czucie w prawej części twarzy oraz wzrok w jednym oku. Na początku na oddziale ratunkowym poważnie podejrzewano udar.
Z czasem objawy przekształciły się w szeroki wachlarz przewlekłych, codziennych trudności. Odczuwam ciągły ból stawów, a moje palce, kostki i łokcie często się blokują lub sztywnieją. Czasami moje dłonie są słabe i niestabilne, a nawet wyginają się do tyłu. Odczuwam mrowienie i uczucie porażenia prądem w palcach i dłoniach, a także palący ból w biodrach, który przypomina dotyk rozgrzanego pogrzebacza.
Moje kolana stają się coraz bardziej hałaśliwe i niestabilne, a podeszwy stóp często są obolałe i wrażliwe. Poranki są szczególnie trudne, całe ciało czuję jakby zablokowane i sztywne, jakby samo poruszanie się wymagało ode mnie ogromnego wysiłku. Zmęczenie jest nieustanne, a w niektóre dni jestem całkowicie przykuta do łóżka.
Moja mobilność uległa znacznemu pogorszeniu. Chodzenie często stanowi wyzwanie i muszę polegać na kulach. W większości tygodni rzadko wychodzę z domu. Stanowi to ostry kontrast w stosunku do życia, jakie prowadziłam kiedyś – pełnego, aktywnego trybu życia wypełnionego jazdą konną, siłownią i pływaniem. Pogodzenie się z utratą tej części mojego życia było niezwykle trudne.
Powolny postęp w systemie opieki zdrowotnej
Droga przez system opieki zdrowotnej była długa i momentami wyczerpująca. Od czasu mojej hospitalizacji w grudniu przeszłam wiele wizyt i badań w poszukiwaniu odpowiedzi i odpowiedniego wsparcia. Obecnie jestem pod opieką konsultanta chorób zakaźnych w Royal Stoke, który skierował mnie do szpitala University of Liverpool Hospital w celu uzyskania drugiej opinii. Mam nadzieję, że przyniesie to nowe spostrzeżenia i wytyczy jaśniejszą ścieżkę na przyszłość.
Prywatna opieka w przypadku boreliozy daje nadzieję
Oprócz tego podjęłam dalsze kroki, wysyłając moje wyniki do prywatnego lekarza specjalizującego się w boreliozie, i udało mi się umówić na wizytę u niego w czerwcu. Mam nadzieję, że te kolejne etapy pomogą w końcu połączyć wszystkie elementy układanki i doprowadzą mnie do skutecznego leczenia.
Pod względem psychicznym była to jedna z najtrudniejszych walk, z jakimi kiedykolwiek się zmagałam. Przewlekła choroba powoduje izolację w sposób, który trudno w pełni wyjaśnić. Świat kręci się dalej, podczas gdy ty walczysz, by po prostu przetrwać każdy dzień. Miało to ogromny wpływ na moje zdrowie psychiczne i czasami czułam się niesamowicie samotna.
Ale mimo wszystko – mimo niepowodzeń, powolnych postępów i dni, w których czuję, że cofam się do tyłu – wciąż tu jestem i wciąż walczę. Nie zamierzam rezygnować z odzyskania swojego życia.
Ta podróż jest daleka od zakończenia, ale będę iść naprzód, aż znajdę odpowiedzi, ulgę i drogę powrotną do życia, które kiedyś znałam.
źródło: https://lymediseaseuk.com/my-lyme-story-linzi-booth/
(C) Fundacja Boreliozy z Lyme




