Jako dzieci po prostu wyciągały kleszcze z własnego ciała; ukąszenia nie były rzadkością w tej okolicy.
Przez wiele lat neurolodzy leczyli Adrienne, obecnie 35-letnią kobietę, na epilepsję, mimo że sami przyznali, że jej objawy nie były typowe dla tej choroby. Ona sama czuła, że coś jest nie tak, a wraz z wiekiem nabrała przekonania, że została błędnie zdiagnozowana lub przynajmniej że nie potrafiono znaleźć przyczyny jej problemów zdrowotnych.
Jak zaraziłaś się tą chorobą?
Nie mam pojęcia, nie miałam żadnych śladów ugryzień ani czerwonych plam. Jako dziecko byłam gryziona przez kleszcze, tak jak wszyscy inni, ale kiedy je znajdowaliśmy, usuwaliśmy je i nie zwracaliśmy na to uwagi.
Jakie były Twoje objawy i kiedy zgłosiłaś się do lekarza?
Żaden lekarz nie podejrzewał boreliozy, ponieważ po tym, jak poczułam się źle, co nie było typowym napadem padaczkowym, zaczęli leczyć mnie na padaczkę, gdy byłam jeszcze młodą dziewczyną. Byłam leczona przez 17 lat i chodziłam do neurologa. Nie szukano dalej przyczyny mojej choroby. Również 17 lat temu rozwinął się u mnie łagodny gruczolak przysadki mózgowej, który jest leczony farmakologicznie przez endokrynologa i monitorowany corocznymi badaniami MRI. Innym objawem, który występuje u mnie, jest alergia na pyłki, na którą również otrzymałam leki przeciwalergiczne i na tym się skończyło. Kolejnym objawem było to, że moja twarz była zawsze podatna na trądzik, nie tylko w okresie dojrzewania, ale także w wieku dorosłym, a przez ostatnie 4 lata miałam plamy wątrobowe, które w ogóle nie ustępowały. Dopiero po rozpoczęciu pierwszej kuracji moja twarz zaczęła się oczyszczać.
Jak postawiono diagnozę? Kto zdiagnozował boreliozę?
Trzy lata temu spuchły mi węzły chłonne na szyi, a następnie laryngolog zlecił mi badanie serologiczne. Wykazało ono, że jestem zarażona boreliozą. Podano mi antybiotyki, które zmniejszyły obrzęk. Skierowano mnie do kliniki boreliozy w szpitalu, ale było to bezcelowe, ponieważ powiedziano mi, że „nic mi nie jest”. Wtedy zaczęłam szukać informacji o tym, co może mi dolegać, przeszukiwałam internet i szukałam innych osób w podobnej sytuacji. W ten sposób dołączyłam do grupy założonej przez osoby zarażone przez kleszcze. Ta grupa poleciła mi lekarza w stolicy, do którego teraz chodzę.
Jak działała terapia? Czy kiedykolwiek czułaś się całkowicie wyleczona?
Lekarka (dr Klára Esztó) zadała mi bardzo szczegółowe pytania dotyczące mojej historii medycznej i dokładnie przejrzała moją dokumentację medyczną. Nie ukrywała swojego zdziwienia, że w tak młodym wieku miałam tak wiele problemów i że nikt naprawdę się mną nie zajmował. Zanim trafiłam do niej, cztery lata temu miałam zator płucny, byłam bardzo chora i leżałam w szpitalu. Lekarka stwierdziła, że bardzo prawdopodobne jest, iż przyczyną tego stanu była borelioza. Chodzę do tej pani doktor od marca 2020 roku. W wieku 34 lat, po 17 latach cierpienia, w końcu znalazłam rzetelnego specjalistę. Pierwsza kuracja była najskuteczniejsza, czułam się prawie całkowicie zdrowa, ale niestety po drugiej kuracji czułam się słaba, miałam nudności rano, ogarniał mnie paniczny strach i źle się czułam. Wkrótce wrócę do niej i jestem przekonana, że trzecia kuracja będzie lepsza.
Czy coś się zmieniło w Twojej pracy i życiu prywatnym w porównaniu z okresem przed chorobą?
Nie czuję, aby moja choroba miała wpływ na moje życie prywatne lub pracę, chociaż prawdą jest, że wszystko wskazuje na to, że żyję z tą chorobą od bardzo dawna.
Jaką radę dałaby Pani innym osobom w podobnej sytuacji?
Każdy, kto czuje się ciągle źle, a lekarz nie jest w stanie mu pomóc, powinien poprosić o wykonanie serologicznego badania laboratoryjnego. A przede wszystkim należy wytrwale szukać lekarza, który może pomóc, nauczyć się żyć z chorobą i cieszyć się lepszą jakością życia.
Źródło: weborvos.hu




