Nawet osobom, które wyleczyły się z boreliozy, trudno jest przystosować się do nowego życia

  • 2026 04 maja.
  • 1206 megtekintés

Ten tydzień obfitował w różne historie. Tym razem dotyczyły one tego, jak sama borelioza wpływa na nasze życie oraz jak trudno jest nam pogodzić się z nową rzeczywistością po wyzdrowieniu. Można by powiedzieć, że to mniejsze zło.

Małżeństwo Justina Timberlake’a i Jessiki Biel z jednej strony ucierpiało z powodu zmiany w zachowaniu męża – jak się później okazało, spowodowanej boreliozą. Musieli więc zmierzyć się z wieloma trudnościami. Jednak tym, co pomogło naprawić ich relacje małżeńskie, było uświadomienie sobie, jak trudne jest życie z boreliozą, czego wcześniej nawet nie dostrzegali. Oczywiście łatwo byłoby zbyć całą sprawę i powiedzieć: „Jasne, dobra wymówka nigdy nie jest zła”. Ale każdy, kto wie, jak bardzo zmienia się życie osoby żyjącej z tą chorobą od lat, a nawet dziesięcioleci, z pewnością nie powiedziałby: „To wszystko jest w twojej głowie”.

Sam przez to przeszedłem: z uniwersyteckiego studenta, zawsze chętnego do wyjść, przyjaciela, który rozmawiał do białego rana i nadal radził sobie z codziennymi obowiązkami następnego dnia, zdeterminowanego, odnoszącego sukcesy, ambitnego biznesmena i rodzica, który zawsze uwielbiał wyjeżdżać z domu, nagle stałem się niepewny. Jakim cudem wcześniej sobie z tym wszystkim radziłem? Czy to naprawdę byłem ja? Czy się zestarzałem? Czy byłem wyczerpany? Dlaczego ciągle spałem? Potem, po udanym leczeniu boreliozy, byłem w stanie osiągnąć jeszcze więcej niż wcześniej.
A kiedy „wróciłem”, musiałem bardzo uważać, żeby nie przesadzić. Z marionetki, która po prostu się na wszystko zgadzała, nagle wyłoniła się moja samoocena, moja wola i moja niezależność. Musiałem bardzo uważać, żeby nikogo nie urazić.

Niedawno rozmawiałam z pacjentem, który właśnie ukończył program leczenia Fundacji. Kiedy po raz pierwszy go spotkałam i z nim rozmawiałam, był nieśmiałym, drobnym mężczyzną, który ledwo odważył się odezwać. Teraz jednak musiałam mu kilkakrotnie powiedzieć, że stał się dość wygadany. Cóż, tak, jego język, podobnie jak umysł, stał się ostrzejszy.

Dlaczego o tym wspominam? Nie chcę się chwalić powrotem do zdrowia, który, na szczęście, Fundacja zapewniła kilku tysiącom, dziesięciu tysiącom osób. Ale:

ROZUMIEMY, JAK NISZCZYCIELSKA JEST TA CHOROBA, DOPIERO GDY WIDZIMY SYTUACJĘ „PRZED I PO” U WYZDROWIAŁEGO PACJENTA!

Błagam was, naprawdę, lekarze, proszę, spróbujcie odpowiedzieć na sygnały SOS pacjenta, który nawet nie rozpoznaje samego siebie. Być może nie jest w stanie wyrazić się jasno. Nie wie, co mu dolega; wie tylko, że wcześniej jego życie nie wyglądało tak. Wysyła sygnały SOS, mając nadzieję, że może ktoś je odebrał, że może ktoś nawet wyruszy w kierunku jego tonącego statku.

Niech Bóg obdarzy każdą osobę cierpiącą na boreliozę pomocną dłonią i doświadczeniem nowego życia przez duże „Ż” po wyzdrowieniu.

(C) Fundacja Boreliozy z Lyme