W przypadku boreliozy każdy musi opracować własne „domowe praktyki”, aby codzienne życie stało się znośne.
Dr Erik Kolbenheyer początkowo miał bardzo niewielką wiedzę na temat boreliozy z Lyme i chociaż ukończył studia medyczne w 1990 roku, podręczniki zawierały tylko 10–15 wierszy na temat tej infekcji. Na pytanie, w jaki sposób, jak sam twierdzi, dogłębnie zapoznał się z boreliozą z Lyme, odpowiada jednym słowem: „poprzez cierpienie”. Poprosiliśmy dr Erika Kolbenheyer, internistę, gastroenterologa, lekarza rodzinnego, specjalistę medycyny pracy i lekarza tradycyjnej medycyny chińskiej, aby opowiedział nam, jak stał się uzdrowicielem dla pacjentów, którzy się do niego zwracali.
W wieku trzydziestu dwóch lat podczas spaceru po lesie ugryzło go kleszcz. Początkowo nie zauważył tego, dopiero kilka dni później. Nie przywiązywał do tego większej wagi, ponieważ nie miał wysypki boreliozowej, chociaż wtedy nie wiedział, że w 70% przypadków wysypka boreliozowa nie występuje.
Sześć tygodni po ukąszeniu pojawiły się objawy: bóle nerwowe, bóle głowy, bóle pleców, bóle krzyża… Poczuł, że może istnieć związek między ukąszeniem kleszcza a jego objawami, więc zaczął szukać informacji o tej chorobie, co nie było łatwe w erze internetu dial-up.
Przeprowadzono u niego kilka testów ELISA, które były jedyną opcją pod koniec lat 90. Ten test serologiczny wykrywa przeciwciała, ale może również dawać wysoki odsetek wyników fałszywie ujemnych, tak jak w jego przypadku. Zasadniczo znalazł się w ślepym zaułku: bez diagnozy nie było możliwości leczenia.
Odwiedził swoich kolegów z różnych specjalności, ponieważ zmagał się z różnego rodzaju objawami, od kardiologicznych i neurologicznych po bóle stawów. Wszyscy wychodzili od negatywnych wyników badań laboratoryjnych i szukali przyczyn w innych kierunkach; nikt nie podejrzewał infekcji kleszczowej.
Jak sam opowiada, ból zasadniczo definiował jego codzienne życie: w wieku 32 lat był regularnym sportowcem, a z dnia na dzień zaczął żyć w bólu, a jego sprawność fizyczna drastycznie spadła. Kiedyś biegł dziesięć kilometrów, a następnego dnia nie był w stanie nawet wejść po jednym piętrze schodów.
W końcu to, co przeczytał w amerykańskiej książce o boreliozie, potwierdziło, że jego objawy mogły być spowodowane wyłącznie infekcją przeniesioną przez kleszcza. Kontynuował swoje badania, szukał odpowiedniego specjalisty i, jak sam mówi, miał ogromne szczęście, że trafił na dr. Bélę Bózsika, który był mu wówczas zupełnie nieznany i który zajmuje się badaniem tej podstępnej choroby o wielu objawach. Od pojawienia się objawów choroby minęły dwa lub trzy lata, ale przynajmniej mógł zacząć się o niej uczyć. „Przyjął mnie w bardzo koleżeński i pomocny sposób.
„Przyjął mnie w bardzo koleżeński i pomocny sposób. Wyjaśnił mi specyfikę tej choroby. Pierwszym krokiem było wykonanie badania w ciemnym polu. Jest to badanie mikroskopowe, które wcześniej było stosowane do identyfikacji krętków, a ordynator jest wielkim ekspertem i mistrzem tej techniki. Pomógł wykryć patogeny, borrelia, w mojej krwi. Była to dla mnie ogromna ulga, ponieważ dało mi to coś, czego mogłem się trzymać, ponieważ wiedziałem, co powodowało moje objawy. To doprowadziło mnie do laboratorium mikrobiologicznego w szpitalu Honvéd, gdzie przeprowadzono test Western Blot, który jest bardziej specyficzny niż test ELISA i wykrywa antygeny znajdujące się na powierzchni borrelia” – mówi dr Kolbenheyer, który do dziś jest wdzięczny dr. Béla Bózsikowi.
Po teście Western Blot, zgodnie z zaleceniem dr. Bózsika, otrzymał długotrwałą, złożoną terapię antybiotykową, która poprawiła jego samopoczucie, ale nie wyeliminowała całkowicie objawów. Jego wytrzymałość poprawiła się, a ból ustąpił, ale nie zniknął całkowicie. Chociaż nie wierzył w to, spróbował nawet akupunktury. Pierwsze rezultaty były widoczne już po pięciu zabiegach, a ból stopniowo ustępował.
Na podstawie własnych doświadczeń twierdzi, że każdy musi opracować własne „domowe praktyki”, aby codzienne życie stało się znośne. Uważa, że sport może bardzo pomóc, ponieważ patogeny te nie lubią ciepła ani tlenu, a podczas ćwiczeń wytwarza się ciepło i wzrasta natlenienie. Sauny, zwłaszcza sauny na podczerwień, mogą w podobny sposób zmniejszyć liczbę patogenów.
Ważne jest również, aby wiedzieć, że zniszczenie tych patogenów może powodować dyskomfort, ponieważ uwalniają one substancje wywołujące zaostrzenia. Nazywa się to reakcją Herxheimera. Czasami niepokoi to zarówno lekarza, jak i pacjenta, ponieważ w organizmie zachodzi krótkotrwały proces zapalny, w wyniku czego zamiast poczucia poprawy po okresie leczenia, pacjent czuje się gorzej, wyjaśnia dr Kolbenheyer. I chociaż jest to tylko stan przejściowy, może być dość niepokojący dla pacjenta. Dotyczy to zwłaszcza schorzeń przewlekłych: im dłużej choroba trwa, tym reakcja jest silniejsza.
Źródło: weborvos.hu




